Odważ się spełniać marzenia.
Strach to emocja, która towarzyszy mi niemal każdego dnia. Przerażają mnie zarówno wielkie życiowe decyzje, które mogą zmienić całe moje życie, jak i codzienne wyzwania. Boję się zamówić pizzę przez telefon, a jednocześnie boję się nagrać podcast, który usłyszy każdy i w którym każdy może mnie ocenić. O ile pierwsze z tych wyzwań wymaga małych kroków i codziennego wychodzenia ze strefy komfortu, o tyle drugie już naprawdę sporej odwagi.
I właśnie dzisiaj, może trochę z potrzeby serca, chciałabym skupić się na przełamywaniu strachu, który blokuje nas przed sięganiem po nasze marzenia. Na pewno poruszę kiedyś temat codziennej odwagi tej potrzebnej w zwykłych rozmowach, decyzjach czy działaniach. Ale dziś chcę porozmawiać o czymś większym. O tym strachu, który stoi na drodze do życia, jakiego naprawdę chcemy. Niektóre marzenia wymagają pieniędzy, jak podróże czy kupno domu. Inne wymagają czasu i zaangażowania nauki nowego języka, sportu, rozwijania pasji. Ale są też takie, które wymagają od nas przede wszystkim odwagi. I często to właśnie jej najbardziej nam brakuje. Mówimy sobie, że chcemy iść na wymarzone studia, ale boimy się, że nie damy rady. Chcemy zmienić pracę, ale boimy się utraty stabilności. Chcemy odejść z toksycznej relacji, ale paraliżuje nas lęk przed samotnością. Chcemy zacząć tworzyć, mówić głośno, działać, ale boimy się oceny.
I choć czas i pieniądze to realne ograniczenia, często to właśnie strach bywa największą przeszkodą. Paraliżuje nas, odwleka decyzje, odbiera marzenia. Odkładamy je “na potem”, a potem często nie nadchodzi nigdy. Zaczynamy wierzyć, że może te marzenia po prostu nie są nam pisane.

Często obserwujemy ludzi w mediach społecznościowych, na Instagramie czy YouTubie, którzy z pozoru z ogromną łatwością spełniają swoje marzenia. Wydają się pełni energii, pewni siebie, uśmiechnięci i odważni. I wtedy pojawia się w naszej głowie myśl: “Ja taka nie jestem. Nie mam w sobie tyle siły, żeby zaryzykować.”
I chociaż wierzę, że większość z tych osób też kiedyś się bała, to wiem również, że są ludzie, którzy potrafią powiedzieć sobie “raz się żyje” i po prostu działają. Ja nigdy nie byłam i raczej nigdy nie będę taką osobą. Ale wierzę, że prawdziwa odwaga nie polega na braku strachu. Odwaga polega na tym, że mimo lęku podejmujemy działanie.
To właśnie ta myśl towarzyszy mi każdego dnia. Była też jedną z pierwszych, którymi podzieliłam się na moim rozwojowym Instagramie. Jeśli chcesz, możesz tam zajrzeć, link zostawię w opisie. Wracając do tematu, powtarzam sobie te słowa prawie codziennie, bo to one pchają mnie do przodu.
Boję się wielu rzeczy. Boję się porażki. Boję się, że ktoś mnie oceni. Boję się, że poświęcę czas na coś, co nie przyniesie mi radości. Ale wiem jedno. Znacznie bardziej żałowałabym, że czegoś nie spróbowałam, niż tego, że się nie udało.
Dlatego się boję, ale mimo to działam.
Ostatnio czytałam książkę Bronnie Ware “Czego najbardziej żałują umierający”. Mam nadzieję, że dobrze wymawiam nazwisko. To niesamowicie poruszająca lektura, pełna czułości i refleksji. Przyznaję, że kilka razy się przy niej popłakałam, ale były to dobre, oczyszczające łzy. Uważam, że to jedna z tych książek, które naprawdę warto przeczytać. Autorka nie opisuje swoich doświadczeń w sposób dołujący czy przytłaczający. Przeciwnie, dzieli się pięknymi lekcjami o sensie życia i o tym, dlaczego warto je przeżyć na własnych zasadach.
W jednym z rozdziałów wspomina o tym, że ludzie na łożu śmierci bardzo często żałują, że nie mieli odwagi żyć tak, jak chcieli. Żyli tak, jak oczekiwali tego inni. Ten fragment naprawdę daje do myślenia. Bo przecież każdy z nas kiedyś odejdzie. Może za pięćdziesiąt lat, może za dwadzieścia, a może za rok. Tego nie wiemy. Ale czy w tej ostatniej chwili będziemy w stanie z czystym sumieniem powiedzieć sobie, że zrobiliśmy wszystko, by spełniać swoje marzenia? Czy będzie miało wtedy znaczenie to, co myślała o nas sąsiadka, znajomi, a nawet nasi rodzice?
W moim życiu wiele razy podejmowałam decyzje tylko po to, żeby spełnić czyjeś oczekiwania. Oni byli zadowoleni, a ja nie czułam satysfakcji. Kiedy w końcu odważyłam się żyć po swojemu, spełniać swoje marzenia, ryzykować i podejmować decyzje zgodne z tym, co czułam, moje życie stało się pełniejsze i piękniejsze.
Nie jest łatwo przestać bać się tego, co pomyślą inni. Ale mogę z ręką na sercu powiedzieć, że warto. Chcę, żeby kiedyś, kiedy przyjdzie na mnie czas, móc powiedzieć, że nie bałam się żyć. Że miałam odwagę spełniać swoje marzenia.

Postanowiłam kiedyś wypisać na kartce wszystko to, co udało mi się osiągnąć i z czego jestem naprawdę dumna. Przeglądając tę listę, zauważyłam coś, co mnie mocno poruszyło. Prawie każdej z tych decyzji towarzyszył strach. Czasem był to strach przed porażką, czasem przed ośmieszeniem się albo przed tym, że się nie uda. I mimo że mogłam się wtedy wycofać, nie zrobiłam tego. Dziś wiem, że jestem sobie za to ogromnie wdzięczna.
O własnej firmie opowiadałam już w poprzednich podcastach, ale dziś chcę wrócić do tej historii i opowiedzieć o tym, co wtedy słyszałam od innych, także od najbliższych. Gdy zrezygnowałam z prawa i postanowiłam zająć się projektowaniem wnętrz, nadszedł dzień, w którym zdecydowałam się założyć własną działalność. Bardzo się bałam. Brak stabilności, konieczność opłacania składek i kosztów firmy co miesiąc, a do tego stres związany z pozyskiwaniem klientów. To wszystko było ogromnym obciążeniem.
Rodzina i znajomi doradzali, żebym najpierw zatrudniła się u kogoś, zdobyła doświadczenie, poszła na etat, gdzie będzie bezpiecznie i regularnie wypłacana pensja. A żeby dodać do tego wszystkiego odrobinę ironii losu, podczas podpisywania umowy notarialnej na zakup mieszkania, prowadziłam negocjacje z deweloperem. Moja wiedza z zakresu prawa i projektowania zrobiła na nim takie wrażenie, że zaproponował mi pracę w sprzedaży nieruchomości. Grzecznie odmówiłam, ale moi najbliżsi, będący świadkami tej rozmowy, nie potrafili zrozumieć, dlaczego odrzucam taką “dobrą” ofertę. Długo próbowali mnie przekonać, a moja decyzja została skomentowana słowami: “Musisz popełnić kilka błędów, żeby się czegoś nauczyć”.
To oczywiście nie było wspierające. Ale mimo wszystko, postawiłam na swoim. W pierwszych miesiącach działalności płakałam niemal codziennie. Ogłaszałam się wszędzie, ale klientów było niewielu. Panicznie bałam się o finanse, miałam ataki lęku. Na szczęście były wokół mnie osoby, które wtedy mnie wspierały i za to jestem im bardzo wdzięczna. Nie poddawałam się. Działałam każdego dnia. Kiedy już trafiał się klient, dawałam z siebie wszystko, żeby jakość usług była jak najwyższa.
Z czasem przyszła stabilizacja. Zaczęła pojawiać się wolność i radość z bycia na swoim. Pracowałam czasem po dwanaście godzin dziennie. Było trudno, ale udało się. Spełniłam jedno ze swoich marzeń.
Wspominając dalej swoje studia, przypominam sobie pierwszy rok. Zostałam przydzielona do jednej z grup, a w niej był chłopak, który od razu bardzo mi się spodobał. Był przystojny, zabawny i inteligentny, choć trochę nieśmiały. Interesował się piłką nożną, często na przerwach siedział oparty o ścianę i oglądał mecze na telefonie. Słyszałam wtedy, że to mężczyzna powinien zdobywać kobietę, a nie odwrotnie. Ból odrzucenia jest bardzo silny i towarzyszy mu poczucie wstydu, które może paraliżować i sprawiać, że boimy się ponownie zaryzykować.
Mimo tego bałam się, ale postanowiłam spróbować. Usiadłam wtedy obok niego i zagadałam, choć kompletnie nie znałam się na piłce nożnej. To był początek naszej relacji. Często ze sobą rozmawialiśmy i pisaliśmy. Teraz mija już siódmy rok, odkąd jesteśmy razem, a niedawno się zaręczyliśmy. Nigdy wcześniej nie byłam w tak wspaniałej i głębokiej relacji, w której czuję się bezpieczna, szczęśliwa i mogę liczyć na ogromne wsparcie.
Podczas czwartego roku studiów, gdy pracowałam w kancelarii, poznałam dziewczynę z równoległej grupy. Podczas rozmowy powiedziała: „A to ty jesteś tą, która z nim chodzi. Podoba się wszystkim dziewczynom z roku”. Odpowiedziałam wtedy z uśmiechem, że to ja zagadałam do niego pierwsza. To, co usłyszałam, bardzo mnie wtedy ucieszyło. Gdybym nie odważyła się przełamać swojego strachu, prawdopodobnie nigdy nie poznałabym jednej z najpiękniejszych rzeczy, która wydarzyła się w moim życiu.
Niezależnie od tego, czy jesteś chłopakiem, czy dziewczyną, po prostu spróbuj. Najwyżej nic z tego nie wyjdzie, a może to właśnie będzie miłość twojego życia.

Na studiach szczególnie fascynowała mnie etyka prawnicza. Myślę, że wtedy jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę, że w przyszłości chciałabym debatować o życiu, egzystencji czy moralności. Lubiłam rozmyślać o moralnych dylematach prawniczych, co było dla mnie prawdziwą pasją.
Mój promotor zaproponował mi i jeszcze jednej koleżance z grupy, że skoro nasze zainteresowania wykraczają poza standardową wiedzę studencką, możemy obronić prace dyplomowe inaczej, poprzez napisanie artykułu do czasopisma naukowego. Warunek był taki, że artykuł musiał zostać opublikowany przed obroną dyplomu.
Oczywiście się zgodziłyśmy. Publikacja miała nam dać przewagę, gdybyśmy chciały ubiegać się o doktorat. Jednak najtrudniejsze okazało się nie samo napisanie artykułu, a znalezienie wydawnictwa, które chciałoby go opublikować na czas.
Pierwsza odpowiedź z wydawnictwa była pozytywna, jednak szybko przyszła odmowa, bo… nie dopisałam przy nazwisku tytułu naukowego, którego jeszcze nie miałam. Po wyjaśnieniu sytuacji narracja zmieniła się diametralnie i odmówiono mi publikacji. Mimo gotowego artykułu i odmowy wydawnictwa, przekazałam złe wieści promotorowi.
Dostałam wybór: albo dalej szukać wydawnictwa i ryzykować, albo obronić się tradycyjnie. Koleżanka wybrała tę drugą opcję, ale ja wiedziałam, że poświęciłam zbyt wiele czasu i energii, by się poddać.
Mimo ogromnego strachu i wątpliwości, podjęłam ryzyko. Po pewnym czasie znalazło się wydawnictwo, które zaakceptowało mój artykuł. Musiałam wprowadzić kilka poprawek, ale finalnie tekst został opublikowany.
Dla zainteresowanych tematem, artykuł o klauzuli sumienia sędziego jest dostępny w Internecie, choć podejrzewam, że nie każdemu to może przypaść do gustu.
Jestem dumna, że odważyłam się zaryzykować.
Podobnych przykładów mogłabym wymieniać naprawdę wiele, a każdy z nich poprzedzał ogromny lęk. Na przykład zanim zrobiłam papiery na instruktora narciarstwa, płakałam w poduszkę z obawy, że nie podołam nauce na studiach i egzaminom narciarskim jednocześnie. Jednak udało się, mimo strachu, podjęłam wyzwanie i osiągnęłam cel.
Kiedyś, podczas dużego wydarzenia muzycznego, stałam przy barierkach, gdy zagraniczny DJ zapytał, kto będzie na tyle odważny, by stanąć obok niego na scenie. Zostałam wybrana spośród kilku osób. W pierwszej chwili pomyślałam, że się boję, ale wiedziałam też, że to może być jedyna taka okazja w życiu. Odważyłam się i później nawet miałam okazję porozmawiać z wykonawcą.
Ostatnio udało mi się zaprojektować stadion dla jednego z klubów piłkarskich. Bałam się bardzo podjąć to wyzwanie, bo było to coś znacznie wykraczającego poza moje dotychczasowe kompetencje. Poświęciłam sporo czasu na wdrożenie się w przepisy stadionowe, ale finalnie dałam radę. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zobaczyć mecz na stadionie, który zaprojektowałam.
Cieszę się również, że odważyłam się spróbować różnych sportów, takich jak narciarstwo, snowboard, pływanie, nurkowanie, kickboxing, windsurfing, a ostatnio nawet skok ze skały. Jeśli ktoś będzie zainteresowany, na moim Instagramie pojawi się filmik o odwadze, gdzie będzie można to zobaczyć.
Odważyłam się także pójść na sesję wizerunkową, choć bałam się, że nie będę umiała pozować, że wydam pieniądze i będę niezadowolona z efektu. Okazało się zupełnie inaczej, sesja wyszła przepięknie dzięki profesjonalistkom, które mnie przygotowały i ustawiły do zdjęć.

Dla równowagi chciałabym też powiedzieć, że sporo rzeczy mi się nie udało. Kiedy byłam dzieckiem, chodziłam do klubu sportowego, a moim marzeniem było zostać profesjonalnym sportowcem i wygrywać zawody w narciarstwie alpejskim. Niestety, mimo ogromnych starań, byłam po prostu za słaba.
Nie udało mi się wygrać olimpiady z biologii, do której przygotowywałam się przez rok, a co za tym idzie, nie dostałam się na studia medyczne. Nie udało mi się zostać prawnikiem, nie udało mi się dobrze nauczyć języka obcego. Nie udało mi się wygrać wielu konkursów literackich, choć bardzo lubię pisać. Nie udało mi się też utrzymać niektórych relacji i wciąż nie do końca ogarniam samą siebie.
Ale kiedy patrzę na te rzeczy, które próbowałam i które się nie udały, to widzę, że stanowią one jedynie małą część mojego życia. I wcale nie uważam ich za porażki, lecz za bardzo cenne doświadczenia. Cieszę się, że mimo wszystko odważyłam się spróbować.
Spróbuj wypisać sobie na kartce swoje własne osiągnięcia. Zastanów się, czy przed podjęciem tych działań nie paraliżował cię strach, a mimo to udało ci się zrealizować cel. Prawdopodobnie tak było w większości przypadków. Miej odwagę marzyć i spełniać te marzenia. W życiu najbardziej żałuję tego, że nie spróbowałam, niż tego, że mi się nie udało.
Ja bardzo boję się nagrywać podcast. Boję się, że nikt nie będzie chciał go słuchać, boję się oceny innych. Ale czuję ogromną potrzebę dzielenia się dobrymi rzeczami, siłą i nadzieją, że to moje gadanie może kogoś zainspirować do spełniania marzeń.
Na koniec chciałabym tylko powiedzieć: tracisz 100% szans, których nigdy nie podjąłeś.
